Prawie trzy tygodnie temu poinformowałem was o planowanym wyjeździe do Shrewsbury. Dzisiaj chciałbym zdać krótką relację z wyjazdu jak i pobytu w tym pięknym angielskim miasteczku. Niestety ze względu na awarię sprzętu liczba zdjęć jest mocno ograniczona i nie obejmuje wszystkiego co chciałbym wam pokazać.
Samo dotarcie na miejsce okazało się dużo prostsze niż wydawało się na początku. Naszą podróż (było nas troje) rozpoczęliśmy na lotnisku Kraków-Balice skąd samolotem udaliśmy się do Birmingham. Na angielskim lotnisku wystarczyła krótka (może 3 minutowa) przejażdżka bezpłatną, jednoszynową kolejką, aby dostać się na dworzec kolejowy Birmingham International, skąd odjeżdżał bezpośredni pociąg do Shrewsbury. Podróż koleją do miejsca docelowego zajmuje niewiele ponad 60 minut. Stacja kolejowa w Shrewsbury znajduje się niemal w samym centrum, więc aby dostać się do miejsca naszego noclegu, nie musieliśmy korzystać z żadnego rodzaju transportu.
Kiedy już zadomowiliśmy się w wynajętym mieszkaniu, udaliśmy się na organizowane przez Chrisa spotkanie z lokalną grupą kibiców Salop - Shrewsbury Town Oficial Supporter's Club (OSC). Pierwsze (być może historyczne) spotkanie Polskiej i Angielskiej grupy kibiców odbyło się w tradycyjnym lokalnym pubie o nazwie The Dun Cow gdzie zostaliśmy bardzo ciepło przywitani. Przy lokalnych trunkach rozmawialiśmy na temat klubu czy początków kibicowania po czym omówiliśmy kwestię dalszej oraz bardziej konkretnej i zwięzłej współpracy. W trakcie rozmów otrzymaliśmy upominki w formie wpinek wydanych z okazji 75 rocznicy istnienia OSC (widoczna na głównej fotografii) oraz zaproszenie do przedmeczowej strefy kibica.
Dzień meczowy rozpoczęliśmy późnym śniadaniem i od razu udaliśmy się pod stadion. Na Croud Meadow można dostać się na kilka sposobów, ale my ze względu na wygodę zdecydowaliśmy się na taksówkę, która wjechała na teren klubu i podwiozła nas dosłownie pod samo wejście główne stadionu, gdzie zauważyliśmy Liama Dooleya (wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy że przyjdzie nam spotkać się z nim twarzą w twarz). Prosto z samochodu udaliśmy się do klubowego sklepu, gdzie zrobiliśmy małe zakupy, a następnie przeszliśmy do strefy kibica w której miejscowi fani powitali nas biało-czerwoną flagą i poznaliśmy kolejnych wielbicieli Salop.

Podkreślenia wymaga fakt, że strefa kibica otwarta jest zarówno dla kibiców miejscowego jak i przyjezdnego klubu. Poziom kultury kibicowania jest tak wysoki, że bez obaw spotykają się tam obie grupy.
Po wspólnych rozmowach i fotografiach nadszedł czas na "crème de la crème" tego wyjazdu, czyli mecz Shrewsbury Town - Cheltenham Town (wynik odłóżmy na plan dalszy). Wejście na stadion przebiegło sprawnie i szybko, a obsługa była bardzo miła i wyrozumiała. Sam stadion jest duży i nowoczesny (duży w rozumieniu ligi w jakiej gra Shrewsbury Town). Zajęliśmy swoje miejsca na trybunie zachodniej z której rozpościerał się bardzo dobry widok na płytę boiska.

Kiedy do przerwy utrzymywał się wynik remisowy i wydawało się, że zaskoczyć nas może jedynie niespodziewana bramka, zjawił się Chris (przewodniczący OSC) i zaprosił nas na płytę boiska. Najpierw nasz grupa została zaprezentowana wszystkim zgromadzonym kibicom po czym zostałem poproszony o wylosowanie zwycięzcy nagrody finansowej.

Byłem w błędzie myśląc, że to koniec emocji. W pewnym momencie podszedł do nas Liam Dooley, aby nas powitać i uścisnąć nam dłonie. Zamieniliśmy ze sobą kilka zdań i oczywiście zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie.

Dzięki Chrisowi i Guyowi udało się zamienić słowo z piłkarzami z którymi również mogliśmy się fotografować.

Po tak emocjonującej przerwie musieliśmy się ochłodzić przy zimnych napojach, przy okazji mając kilka minut na podziwianie infrastruktury wewnątrz stadionu.
Po meczu, niestety zakończonym porażką, opiekę nad nami przejęła Rachel i Rob z którymi udaliśmy się do lokalnego browaru który warzy kraftowe piwo i w którym spotykają się miejscowi kibice tuż po meczu. Następnie przemieściliśmy się do pubu w którym zakończyliśmy wieczór przy miłych rozmowach i wspólnym ubolewaniu nad niekorzystnym wynikiem.
Mimo niekorzystnego wyniku meczu, sam pobyt był jednym z tych niewielu które pamięta się do końca życia. W tym miejscu chcę podziękować całemu OSC, a w szczególności: Chrisowi Allenowi, Chrisowi Moorcroftowi, Guyowi J. Phillipsowi, Rachel Dilloway i Robowi Lewisowi za gościnność i opiekę którą nas otoczyli. Dziękuję również wszystkim kibicom Salop których miałem okazje poznać, za miłe przyjęcie i sympatię.
Floreat Salopia!